Virnorin

Description:

Rasa: Pół-elf
Klasa: Paladyn zakonu Silvanusa
Charakter: PN

Bio:

W pewną burzliwą noc w starej ludzkiej wsi przyszło na świat dziecko, w którego żyłach płynęła krew ludzi oraz pradawnej rasy elfów. Jego matką była ludzka kobieta. Ojcem wspaniały druid Silvanusa, pana natury – elf najszlachetniejszego usposobienia, przebywający między ludźmi z obowiązku wobec swego boga. Nikt nie wie, co sprawiło, że zbliżyli się do siebie, ale ten krótki romans zaowocował mymi narodzinami.

Nazywam się Virnorin. Swe młodzieńcze lata spędziłem pod opieką matki. W małej wsi życie pół-elfów, a w szczególności dzieci bywa ciężkie. Ludzkie dzieci niszczą wszystko, czego nie rozumieją. Moje zakończone ostro uszy nacierpiały się, gdy silniejsi chłopcy znęcali się nade mną. Mój czysty niczym górski strumień głos oraz uroda stały się obiektem drwin. Nie ugiąłem się jednak. Duma, płynąca w mych żyłach nie pozwoliła mi na to. Choć nocami płakałem wtulony w poduszkę, za dnia byłem silny niczym dąb.

Miałem brata. Miałem, bo dziś ciężko by mi było go tak nazwać. <imię> był dzieckiem mej matki, ale mieliśmy różnych ojców. Jego ojcem z pewnością nie był elf. Był brzydki, tłusty i głupi, ale wystarczająco silny, bym nie mógł się mu postawić. To on zachęcał innych do gnębienia mnie. Nazywał dziwolągiem i przekonywał, że matka mnie nie chciała i teraz płacze tak, by nikt nie widział. Płacze, bo urodziła potwora. Wtedy, po raz pierwszy go uderzyłem. Przez chwilę obserwowałem, jak na jego twarzy maluje się zdziwienie, które szybko przekształciło się w bezgraniczną wściekłość. Zacząłem uciekać, ale dorwał mnie i bił tak długo, aż nie straciłem przytomności.

Parę lat później, mój brat przerósł sam siebie. Razem z innymi chłopcami ze wsi osaczyli mnie, rozebrali do naga i zabrali mi ubrania. Zmusili mnie, bym upokorzony wracał przez całą wieś do domu, pokazując każdemu, że różnię się od nich. Kiedy matka mnie zobaczyła, zobaczyłem w jej oczach coś, co przypomniało mi słowa brata. Te o dziwolągu i potworze.

Tego dnia, pod osłoną nocy zabrałem wszystkie swoje rzeczy i uciekłem do lasu. Postanowiłem, że nie wrócę nigdy do okrutnego brata oraz matki, która mnie nie chciała.

Przez wiele dni i nocy błąkałem się po okolicznych lasach, szukając schronienia. Żywiłem się tym, co udało mi się znaleźć. Wiele razy kładłem się spać i nie wiedziałem, czy obudzę się rano. Po czasie, nie wiem jak długim, idąc wciąż przed siebie usłyszałem w lesie stukot kopyt oraz głosy. Próbowałem podkraść się jak najbliżej i podejrzeć co się dzieje. Siedziałem w krzakach obserwując grupę elfów rozbijających obóz w kotlinie pode mną. Kiedy podziwiałem grację, z którą wykonywali wszystkie swe ruchy, te zadbane pancerze oraz nieskazitelne elfie lica, ktoś zakrył mi dłonią usta. Kiedy chciałem się szarpnąć, zostałem przygnieciony do ziemi, odwrócony na plecy i wtedy zobaczyłem przenikliwe, zielone jak trawa późną wiosną oczy elfiego zwiadowcy. Krzyknął do swoich w języku, którego nie znałem. Brzmiał jednak jak melodia duszy i wiedziałem, że to język elfów.

Zaprowadzony przed obliczę przywódcy elfiej grupy, odzianego w pełną roślinnych i zwierzęcych wzorów zbroję rycerza, miałem nogi jak z waty. Jak zahipnotyzowany wpatrywałem się w wiszący na jego szyi symbol zielonego liścia. Naradzali się długo między sobą, aż w końcu zażądali ode mnie wyjaśnień.
“Co ludzkie dziecko robi tak daleko od osad” spytał taksując mnie wzrokiem
“Nie jestem człowiekiem, jestem elfem” odpowiedziałem drżącym głosem
Na ich twarzach pojawiło się rozbawienie, ale chyba wskutek determinacji na mojej twarzy zwiadowca, który wcześniej mnie znalazł odchylił moje zmierzwione włosy pokazując wszystkim ostro zakończone uszy.
“Pół-elf” powiedział dowódca “Zabierzemy Cię ze sobą. Druidzi zadecydują, co z Tobą zrobić”

Po raz pierwszy w życiu jechałem wtedy konno, wtulony w plecy jednego z elfów. Po kilku dniach dotarliśmy do przepięknego miasta pośrodku lasu, trwającego w niezachwianej harmonii z naturą. Jak się później okazało, nieopodal tego miasta znajdował się święty gaj Silvanusa, któremu zostałem ofiarowany jako sierota. Druidzi, którzy o dziwo nie byli jedynie elfami, przyjęli mnie na akolitę, bym pomagał im w dbaniu o święty gaj. Jednocześnie zaczęło się moje szkolenie z fechtunku, walki w ciężkim pancerzu oraz filozofii Silvanusa prowadzone przez dowódcę oddziału, który odnalazł mnie w lesie.

W ten sposób osiągnąłem wiek dorosły wybierając służbę u ojca natury. Zachwycony elfią kulturą zacząłem pracować nad tym, aby mimo mego ludzkiego dziedzictwa uznano mnie za pełnoprawnego elfa. Szybko przekonałem się, że tak jak różniłem się od ludzi we wsi, tak samo różnię się od elfów. Byłem mocniej zbudowany od nich, trochę niższy o toporniejszej twarzy. Mimo tych różnic, po raz pierwszy poczułem się jak w domu.

Virnorin

DnD 5 Kampania spaczenia ignisserpenta ignisserpenta